koniec dokumentu początek dokumentu

Homilia podczas mszy św. Niedzieli Palmowej, Plac św. Piotra

"Hosanna (...)!
Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie" (Mt 21, 9).

(...) To wołanie odnosiło się wówczas - a i dzisiaj także - do Jezusa z Nazaretu. To On przychodzi w imię Pańskie. To Jemu śpiewają "hosanna". To On jest błogosławiony: jest Mesjaszem.

W dniu Jego przybycia do Jerozolimy tę radosną nowinę głoszą usta wielu mieszkańców świętego miasta, głosi ją wielu przybyłych tu dziś pielgrzymów. Przede wszystkim głoszą ją młodzi: pueri Hebreorum. (...)

Ten Jezus z Nazaretu, któremu dzisiaj śpiewamy "Hosanna" i "Błogosławiony', zostanie wydany na śmierć. W Wielki Piątek inne usta, choć w tej samej Jerozolimie, będą wołać: "Ukrzyżuj Go! (...) Ukrzyżuj Go!" (Mk 15, 13-14). Będą wołać: "Krew Jego na nas i na dzieci nasze" (por. Mt 27, 25).

Dlaczego? Szukamy wyjaśnienia u ewangelistów: u Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. I znajdujemy odpowiedź*. Postawiony przed Sanhedrynem Jezus usłyszał pytanie: "Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?". Odpowiedział: "Tak, Ja Nim jestem". Wówczas arcykapłan rozdarł szaty, a szydzący trybunał orzekł wyrok: "Winien jest śmierci" (Mt 26, 63.64.66)

Motyw orzeczenia był religijny. Jezus został skazany jako bluźnierca.

Wobec Piłata, namiestnika rzymskiego, Jezus jest oskarżony o inne przewinienie. Nie o to, że "sam siebie uczynił Synem Bożym" (J 19. 7), ale że mienił [się] Królem (por. Łk 23, 2). Tym razem motyw wyroku jest polityczny. Jezus zostanie skazany jako uzurpator.

Jednakże pomiędzy jednym i drugim wyrokiem doszło do rozmowy, podczas której Oskarżony tak odpowiedział Piłatowi: "Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu" (J 18, 37). Czy Piłat zrozumiał? Chyba nie. A jednak kiedy biczowanego Chrystusa, w cierniowej koronie, postawił przed oskarżycielami, wskazał na Niego i powiedział: "Oto człowiek" (J 19, 5).

Tak więc Jezus z Nazaretu skazany przez Sanhedryn jako bluźnierca, skazany przez Piłata jako uzurpator, zostaje skazany przede wszystkim jako człowiek. Zostaje postawiony przed trybunałem i skazany - bo wziął na Siebie sprawę człowieka - sprawę odwieczną i ostateczną. "Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat ( ... )".

O tej sprawie człowieka, którą wziął na siebie Jezus Chrystus i którą poniósł na krzyż mówi w dzisiejszej liturgii - w sposób zwięzły a zarazem niezwykle bogaty - Paweł Apostoł: Chrystus Jezus "istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi" (Flp 2, 6-7).

Kim jest Jezus Chrystus? Jest "na równi z Bogiem" (por. Flp 2,6). Jest współistotny Ojcu. Jest Bogiem z Boga, Światłością ze światłości. Jest Synem Bożym. Prawdziwym Bogiem. Równocześnie Ten współistotny Ojcu Syn Boży - "stał się człowiekiem". Jest zatem prawdziwym człowiekiem.

Kim jest człowiek? Jest stworzeniem. "Stworzył (...) Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył. Stworzył mężczyznę i niewiastę" (Rdz 1, 27). Człowiek jest stworzeniem Boga i zarazem jest Jego obrazem i podobieństwem.

Sprawa człowieka - odwieczna i ostateczna - zawiera się w tym oto zdaniu: wśród wszystkich stworzeń widzialnego świata człowiek jest istotą "Bogu podobną", a równocześnie jest stworzeniem. Chrystus wziął na siebie sprawę człowieka, stając się człowiekiem. Bóg-Syn, współistotny Ojcu, jako człowiek stanął obok wszelkich stworzeń. Poniekąd porzucił Boskość, pozostając Bogiem-Synem. Jako człowiek - stworzenie stał się sługą, sługą swego Stwórcy. Sługą Jahwe.

Tak. Chrystus stał się Sługą Jahwe z proroctwa Izajasza, którego fragment czytamy w dzisiejszej liturgii. "Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem" (Iz 50, 6). (...)

Nie przyszedłem, aby Mi służono, ale abym służył (por. Mt 20, 28). Służył(...) ludziom! Tym samym wziął na siebie sprawę człowieka, aby doprowadzić do końca. Człowiek bowiem jest obrazem i podobieństwem Boga. Ten obraz i podobieństwo znajdują zwieńczenie w momencie, gdy człowiekiem staje się Syn Boży, samo Przedwieczne Słowo.

Jednocześnie człowiek jest stworzeniem. Pamięta także o tym, że jest obrazem Boga. I pamięta, że jest stworzeniem Boga. Jako stworzenie jest sługą swego Stwórcy. Jedno i drugie określa podstawę bytu człowieka, jego miejsce we wszechświecie. Być człowiekiem - to znaczy zachować właściwą proporcję stworzenia i obrazu Boga. Zachować równowagę.

Człowiek utracił tę równowagę. Pozwolił ją sobie odebrać. Świadomie i dobrowolnie dał się zwieść pokusie, usłuchał kusiciela, który mówił obojgu - kobiecie i mężczyźnie: Będziecie jako bogowie, znający dobro i zło (por. Rdz 3, 5). Człowiek odrzucił wówczas wolę Boga, zniszczył proporcję między obrazem Boga a stworzeniem Boga.

Jezus Chrystus przyszedł na świat, by przywrócić utraconą równowagę - przywrócić ją u samych niejako korzeni. Dlatego jest On nowym początkiem! Nowym początkiem dziejów człowieka w Bogu. Właśnie dlatego On - Syn "na równi z Bogiem", współistotny Ojcu - jako człowiek "przyjmuje postać sługi". I jeszcze - jako człowiek - "w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej" (Flp 2, 7-8).

W ten sposób sięgnął do źródeł utraconej równowagi. Na szali pierworodnego nieposłuszeństwa położył swoje posłuszeństwo "aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej". Kiedy konał na krzyżu, z przybitymi do drzewa ramionami, tak że nie mógł zasłonić swej "twarzy przed zniewagami i opluciem" - wówczas wypełniały się słowa Chrystusa wypowiedziane do Piłata: "Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie".

Daje świadectwo prawdzie. Prawdzie o Bogu i o człowieku - prawdzie już u zarania ludzkich dziejów zakłamanej. A zakłamał ją ten, którego Pismo nazywa "ojcem kłamstwa" (por. J 8, 44). To on powiedział: Będziecie jako bogowie. A tymczasem człowiek jest stworzeniem i równocześnie jest obrazem i podobieństwem Boga. Przez łaskę i miłość, nie przez bunt i negację, ma zaistnieć w Chrystusie-Synu, ma stawać się Synem Boga. Oto konający na Golgocie Syn Człowieczy, Słowo, które stało się ciałem, daje ludziom "moc, aby się stali synami Bożymi" (J 1, 12). Zaś ta moc pozwala przeciwstawić się odwiecznej pokusie.(...)

Jezus Chrystus jest - wczoraj, dziś i na wieki (por. Hbr 13, 8). I sprawa człowieka jest w Nim wczoraj i dziś i na wieki. Wy, młodzi, z końca drugiego tysiąclecia po Chrystusie znacie sprawę człowieka. Człowiek może być dziś dumny ze swych osiągnięć. Nigdy przedtem nie byliśmy świadkami takich postępów w dziedzinie wiedzy i techniki. Czyż słowa "będziecie jako bogowie" nie znajdują uzasadnienia? A jednocześnie człowiek współczesny tak bardzo czuje się zagrożony (...) Zagrożony na wiele sposobów. Nigdy przedtem nie czuł się tak zagrożony jak dziś (...) Czyż zatem słowa "będziecie jako bogowie" nie znajdują tu głębokiego zaprzeczenia?

Młodzi zadają pytanie: Jaka będzie nasza przyszłość w tym "nowym, wspaniałym świecie"? Jaka będzie ta przyszłość w świecie nowoczesnej cywilizacji? Przyszłość osoby? W tym świecie, nad którego materią ludzie zdają się tak wszechstronnie panować, a jednocześnie inni, w tym samym świecie, a wśród nich bezbronne dzieci - umierają z głodu, żyją w obozach dla uchodźców, są prześladowani z powodu wiary, z powodu głosu swojego sumienia.

Gdyby mogli zgromadzić się tu wszyscy młodzi, z wszystkich krańców i zakątków ziemi, wówczas to fundamentalne pytanie, pytanie o kondycję człowieka rozrosłoby się w wiele, wiele pytań. A w tych pytaniach znalazłoby się wiele leków i trosk. Wiele skarg i oskarżeń.

Czyż nie czujemy, że w tym świecie została zagubiona sprawa człowieka, sprawa odwieczna i ostateczna? Czyż nie czujemy, że w tym świecie wciąż dają o sobie znać kosmiczne i apokaliptyczne wstrząsy pierworodnego nieposłuszeństwa?

I dlatego temu światu, światu końca drugiego tysiąclecia, nieustannie i coraz bardziej potrzebny jest Ten, który zachował posłuszeństwo aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Światu nieodzownie potrzebny jest Chrystus! I właśnie tę prawdę, wy młodzi, pragniecie dzisiaj wyznać wraz ze mną, Biskupem Rzymu i Następcą Piotra, wraz z kardynałami, biskupami, kapłanami, osobami konsekrowanymi oraz wszystkimi tu obecnymi. I to chcecie ogłosić wszystkim ludziom, a zwłaszcza wszystkim waszym rówieśnikom. "Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Hosanna Synowi Dawida."

Bóg Przedwieczny, Ojciec, Syn i Duch Święty, przejął sprawę człowieka - odwieczną i ostateczną - od Chrystusa, który dał świadectwo prawdzie, od Chrystusa skazanego jako bluźnierca i jako uzurpator, od Chrystusa ubiczowanego, cierniem ukoronowanego, od Chrystusa ukrzyżowanego. Bóg przejął sprawę człowieka - wczoraj, dziś i na wieki.

I w tymże Chrystusie inicjuje ją na nowo. I dlatego dziś z ufnością i nadzieją możemy patrzeć w przyszłość!

Oto słowa apostola Pawła: "Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem - ku chwale Boga Ojca" (Flp 2, 9-11).

Tak, Jezus Chrystus jest Panem. Jest Panem przyszłego wieku. On daje nam nadzieję, w Nim nadzieja nasza "pełna jest nieśmiertelności" (por. Mdr 3, 4).